9 maja 2013

Posted by Michał Antosiewicz | File under :
Ponoć najlepsze książki to te, które zmuszają do zastanowienia - jeśli tak, Flashback Dębskiego jest pozycją bez wątpienia genialną. A nawet EuGenialną! Po jej przeczytaniu nie mogłem przestać głowić się na przyszłością przemysłu alkoholowego - czy to wóda będzie  tak słabo trzepać po łbie, czy może za kilkadziesiąt lat powszechne już będą sztuczne, super wydajne wątroby?

Nie jestem fanem ani znawcą kryminału, jednak nie trzeba znać takich nazwisk jak Chandler czy Hammett, by wiedzieć jak wygląda archetypowy prywatny detektyw wprowadzony przez nich do literatury w latach 30-tych XX wieku. Owen Yeates, główny bohater Flashback pod pewnym względami trochę ich przypomina, przede wszystkim pod względem nałogów. Koleś praktycznie nie musi nosić ze sobą zapalniczki, bo może odpalać jednego papierosa od drugiego, nie przeszkadza mu też kilka drinków przed jazdą samochodem. Alkohol to właściwie główne danie w jego jadłospisie. Jednak pod innymi względami Yeates znacząco odstaje od starszych kolegów po fachu - przede wszystkim tym, że posiada kochającą żonę, bystrego synka i psa, któremu Szarik i Lessie mogą co najwyżej lizać łapy. No, a poza tym ostatnimi czasy nasz bohater żyje sobie bezpiecznie z pisania kryminałów. Potajemnie jednak marzy o powrocie z detektywistycznej emerytury. Szczęśliwy (?) zbieg okoliczności (??) sprawił, że jego przyszły wydawca okazuje się być także grubą rybą świata przestępczego... i poważnym zleceniodawcą.

Flashback ma dwie podstawowe zalety. A właściwie jedną, ale można na nią spojrzeć z dwóch perspektyw. Tą zaletą jest postać głównego bohatera i narratora całej historii, który, jak przystało na prywatnego detektywa jest postacią bardzo charyzmatyczną - diablo inteligentny,  nie odmawia sobie używek i szybkiej jazdy samochodem, ma mnóstwo uroku osobistego i zarazem niewyparzoną gębę. Również jego styl relacjonowania akcji nie pozostawia wiele do życzenia - . narracja w wykonaniu Owena jest pełna humoru i niebanalnych metafor, więc co jak co, ale trudno się przy tej lekturze nudzić. Znakomity, swobodny warsztat Dębskiego sprawia, że praktycznie od samego początku wsiąkamy w lekturę na dobre.

Gorzej, że ostatecznie cała historia, mająca miejsce coś koło ósmej dekady XXI wieku, okazuje się być taka se. Delikatnie mówiąc. Najpoważniejszą usterką fabuły jest to, że mniej więcej w połowie już można śmiało robić zakłady, o co w tym wszystkim chodzi. Właściwie już na początku poznajemy mocne poszlaki, które naprowadzają nas na właściwy tor myślenia. Jak wspominałem wyżej, nie jestem znawcą ani miłośnikiem kryminałów, ale kilka ich w życiu przeczytałem i nie spotkałem się jeszcze z takim prowadzeniem czytelnika po nitce prosto do kłębka. Grande finale w wykonaniu Dębskiego wcale nie jest takie grande a przy okazji zdradza pewną niekonsekwencję w tworzeniu fabuły. Nie zdradzą w tym momencie na czym ona polega, aby nie zdradzać zbyt wiele - co jest zbrodnią wobec kryminału - ale jestem pewien, że miłośnicy takich serii jak Terminator domyślą się bez trudu, o co mi chodzi.

Podsumowując - przyjemna historia, napisana fajnym językiem i opowiedziana z perspektywy sympatycznego bohatera. Pod względem fabularnym całość troszkę kuleje i na końcu rozczarowywuje, jeśli więc ktoś spodziewa się zakończenia w stylu: "wow! tego się nie spodziewałem!" raczej się zawiedzie. Jeśli jednak szukacie w literaturze przede wszystkim rozrywki, a zatem wartkiej akcji, humoru i jednocześnie stronicie od "twardego" science-fcition o lotach w kosmos i pełnego rozważań naukowo-filozoficznych, to Flashback prawdopodobnie przypadnie wam do gustu

Eugeniusz Dębski
Flashback
Fabryka Słów 2010

1 komentarz :

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń